Archive from Marzec, 2019
6 marca 2019 - Harlan Coben   

„Nie odpuszczaj” Harlan Coben

Napoleon Dumas nigdy nie dowiedział się, co naprawdę stało się z jego bratem. Przed piętnastu laty pod kołami pociągu zginął Leo oraz jego dziewczyna Diana. Policja uznała to za nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Tej samej nocy zniknęła bez śladu dziewczyna Napa, Maura. Kiedy po piętnastu latach na miejscu zbrodni znalezione zostają odciski palców Maury, Nap ma nadzieję, że w końcu uda mu się odkryć prawdę sprzed lat. O pomoc w śledztwie zwraca się do Augiego, ojca Diany.

Harlan Coben wciąż pozostaje dla mnie numerem jeden thrillera i powieści sensacyjnej. Choć niektórzy zarzucają mu powtarzalność i spadek pisarskiej formy, dla mnie każda historia jest nowa, a każdy bohater niepowtarzalny. „Nie odpuszczaj” jest dodatkowo ciekawe narracyjnie. Coben często oddaje głos swoim bohaterom, ale tym razem Nap niemal całą swoją opowieść kieruje bezpośrednio do zmarłego brata. Poszukiwanie prawdy jest zadedykowane Leo, a droga do wyjaśnienia tajemnicy prowadzi od szkolnego Klubu Konspiratorów, aż po nielegalne więzienie dla najgroźniejszych przestępców.

Coben serwuje czytelnikowi to, co zawsze – dynamiczną, pełną zwrotów akcję i uwikłanych w nią bohaterów, z których nikt nie jest jednoznacznie dobry czy zły. Największym atutem powieści jest właśnie ta niejednoznaczność, która pozostawia miejsce na własną interpretację i ocenę.

6 marca 2019 - Małgorzata J. Kursa   

„Jeszcze więcej nieboszczyków” Małgorzata J. Kursa

O tym, w jak bardzo wynaturzony sposób można traktować kota pisała już Joanna Chmielewska. W „Upiornym legacie” właściciele kotki Kasi zwieźli do lasu wszystkie materace, pościel i koce, ponieważ ich zwierzątko weszło na drzewo i nie umiało zejść. Chmielewska całą sytuację opisała jednak z właściwym sobie humorem i dystansem. Tu najwyraźniej dystansu zabrakło, a humor niby jest ale sprawia wrażenie wymuszonego. Jeśli ktoś bierze się za pisanie komedii kryminalnych zawsze w pewien sposób staje obok królowej tego gatunku. Kursa stara się używać podobnego języka: wplata do wypowiedzi mało popularne wyrażenia, w potocznych wypowiedziach używa wyszukanych określeń – a jednak jest to sztuczne, nienaturalne.

Sam bohater, kot Belzebub w założeniu miał zapewne skraść serca czytelników, zwłaszcza posiadaczy kotów – może spełniłby to zadanie jako bohater powiastki fantastycznej dla dzieci. Historie o demontażu siatki z okna, rozbiórce parkietu na pojedyncze klepki – tu chyba fantazja poniosła autorkę w niewłaściwym kierunku (do dziś próbuję sobie wyobrazić kota niosącego w zębach wałek do ciasta). Co prawda w posłowiu autorka zarzeka się, że kot ma swój pierwowzór w rzeczywistości – cóż, cytując Marka Twaina, fikcja musi być prawdopodobna.

Pomysł, aby narrację prowadzić z punktu widzenia zwierzaka sam w sobie jest ciekawy, ale znów się nie sprawdza, ponieważ raz Belzebub doskonale rozumie relacje międzyludzkie i funkcjonowanie współczesnego świata, a raz kompletnie nie pojmuje prostych mechanizmów.

Właścicielka Marylka, trzęsąca się nad kotem „żeby się nie obraził”, prowadzająca go na smyczy „żeby sobie nie zrobił krzywdy” też może w założeniu miała być zabawna, ale jest po prostu śmieszna i irytująca.

Intryga kryminalna również nie jest skomplikowana. Właściwie od razu wiadomo, o co chodzi i kto stoi za zabójstwami, więc niedopowiedzenia, próby zmylenia czytelnika fałszywymi tropami są bezcelowe.

Podsumowując, powieść nie stanowi żadnego wyzwania intelektualnego (czego od kryminału poniekąd się oczekuje) ani rozrywki. Nic, co warto zapamiętać.