16 kwietnia 2019 - Ruth Ware   

„Dziewczyna z kabiny nr 10” Ruth Ware

Po świetnym debiucie Ruth Ware długo kazała czekać na następną książkę. Z całą pewnością “Dziewczyna…” jest tego czekania warta.

Po raz drugi autorka umieszcza swoich bohaterów w miejscu odciętym od świata. Tym razem jest to luksusowy statek wycieczkowy. Dziennikarka Lo ma za zadanie opisać rejs Aurory Borealis. Na pokładzie znajdują się bogaci i wpływowi ludzie, więc dla dziewczyny jest to szansa na zaistnienie w świecie mediów.

Najbardziej niezwykła jest zbrodnia, której w zasadzie… nie ma. Pierwszej nocy, po suto zakrapianej kolacji, Lo budzi krzyk z sąsiedniej kabiny, a następnie plusk wody, świadczący o wyrzuceniu za burtę czegoś ciężkiego. Widzi krew na barierce i jest pewna, że ktoś właśnie został zamordowany, ale… nikogo nie brakuje. Zaalarmowana załoga przeszukuje statek, jednak zarówno goście, jak i obsługa są w komplecie. Mimo to Lo jest pewna, że była świadkiem zabójstwa. Przed pierwszą kolacją pożyczyła tusz do rzęs od dziewczyny z kabiny numer dziesięć. Kabiny, która – według obsługi –  stoi pusta…

Umieszczenie akcji na statku bez dostępu do internetu i łączności telefonicznej było doskonałym pomysłem. Osoby odizolowane od świata zewnętrznego zachowują się inaczej, postępują według instynktów, bardziej wyczuwają zagrożenie. Historia Lo jest o tyle dramatyczna, że nikt jej nie wierzy, jest uznawana za histeryczkę, a jednocześnie otrzymuje dyskretne, zawoalowane groźby, świadczące o słuszności jej podejrzeń. Nie wie, komu ufać, gdyż – jak niemal zawsze – na jaw wychodzą sekrety i kłamstwa kolejnych pasażerów.

„Dziewczyna z kabiny nr 10” jest świetnie napisana. Angażuje uwagę czytelnika już od pierwszych rozdziałach. Nie ma tu miejsca na tzw. „rozkręcenie akcji” – od samego początku brawurowo prowadzona, dynamiczne zmierza do świetnego, zaskakującego finału.

Majstersztyk.

5 kwietnia 2019 - Michelle Richmond   

„Rok we mgle” Michelle Richmond

Książka napisana w 2007 roku dopiero teraz została wydana w Polsce. Nie zauważyłabym tego, gdyby nie fakt, że w poszukiwania zaginionego dziecka nie zaangażowano mediów społecznościowych – ot, znak czasu.

Poszukiwanym dzieckiem jest sześcioletnia Emma – dziewczynka znika podczas spaceru po mglistej plaży w San Francisco. Była pod opieką Abigail, narzeczonej ojca. I to właśnie Abby opowiada całą historię „Roku we mgle” – odliczając kolejne dni od zaginięcia.

To, na co przede wszystkim zwróciłam uwagę – książka jest nieco przegadana. To ponad czterysta stron, z których połowę stanowią przemyślenia, wspomnienia, luźne dygresje i historie zaczerpnięte z innych utworów.

„Rok we mgle” to nie thriller, to raczej studium psychologiczne – zarówno kobiety, nękanej poczuciem winy, której jedynym sensem życia staje się znalezienie zaginionej dziewczynki, jak i jej związku z ojcem Emmy, który nie potrafi wybaczyć narzeczonej chwili nieuwagi.

Akcja nabiera tempa dopiero pod koniec powieści, ale mimo to nie prowadzi do spektakularnego finału.

Jest to na pewno wartościowa lektura, ponieważ bardzo poważnie, wręcz naukowo traktuje problem straty, poczucia winy i poświęcenia. Jednak wbrew temu, co zapewnia „The Washington Post” na okładce – nie trzyma czytelnika w napięciu. Niestety.

3 kwietnia 2019 - Małgorzata Rogala   

„Kiedyś cię odnajdę” Małgorzata Rogala

Są książki, które czyta się bez przekonania. Spróbowałam twórczości Rogali po raz drugi i skończyłam tylko dla zasady.

Tytułowa obietnica nawiązuje do tragedii, jaką przeżyła Weronika przed laty: nieznany sprawca zgwałcił i udusił jej matkę. Po ponad dziesięciu latach przyjaciółka i współlokatorka Weroniki, Olga, pada ofiarą podobnej zbrodni. Młoda graficzka zrobi wszystko, żeby znaleźć sprawcę – nawet, jeśli oznacza to narażenie własnego życia oraz utrudnianie śledztwa przystojnemu policjantowi.

Odnoszę wrażenie, że autorka ma dobre pomysły, ale brak jej warsztatu. Postaci są papierowe, do tego stopnia, że nawet pod koniec powieści trudno je rozróżnić. Główni bohaterowie oraz relacja pomiędzy nimi jest sztampowa i miejscami aż żenująco przewidywalna. Sama intryga również nie powala.

Wydawnictwo też się nie popisało: „nie wiadomo” i „nie swoje” (w znaczeniu „cudze”) pisane łącznie, Bożenka zmienia się w Grażynkę…

Potencjał był. Zabrakło reszty.

23 marca 2019 - Cara Hunter   

„Kto porwał Diasy Mason?” Cara Hunter

Nie lubię, kiedy tłumacz daje się ponieść fantazji i wymyśla tytuł zupełnie odmienny od pomysłu autora. „Close to Home” nie jest zwrotem nieprzetłumaczalnym, a trafia w istotę całej książki. To właśnie wokół domu rodzinnego zaginionej dziewczynki rozgrywa się cała akcja.

Daisy, śliczna i bystra ośmiolatka znika podczas sąsiedzkiego grilla z własnego ogródka. Poszukiwania nie przybliżają śledczych do odnalezienia dziecka, dają za to coraz bardziej niepokojący obraz rodziny: matka jest bardziej skupiona na swojej fryzurze i kolejnych stylizacjach, ojciec ma do ukrycia internetowy romans. Nawet Leo, starszy brat dziewczynki nie mówi nikomu o tym, co wie. Z całej sieci kłamstw i tajemnic wyłania się obraz mocno dysfunkcyjnej rodziny, w której najbardziej cierpią dzieci.

Trzeba przyznać, że Cara Hunter miała naprawdę świetny pomysł. Pomijając całą warstwę psychologiczną, która jest siłą napędową tej historii, nigdy nie domyśliłabym się, kto stoi za zniknięciem Daisy. Autorka umiejętnie lawiruje pomiędzy wersjami zdarzeń, przedstawianymi przez członków rodziny i świadków, łącząc je z retrospekcjami sprzed tragedii. Dzięki temu możemy trochę poznać Daisy i jej sekrety, choć ostatecznie prawda okazuje się być dużo bardziej skomplikowana.

Polecam z całego serca.

21 marca 2019 - Sandie Jones   

„Rywalka” Sandie Jones

Nie tak dawno czytałam „Tę dziewczynę”, świetny thriller, opisujący zagmatwaną relację pomiędzy nadopiekuńczą matką i jej przyszłą synową.

Tu schemat jest bardzo podobny, a jednak ujęty w zupełnie inny sposób.

Kiedy Emily zaczyna się spotykać z Adamem, nie spodziewa się, że relacje z jego matką doprowadzą ją niemal do obłędu. Pammie jest elegancką i uroczą sześćdziesięciolatką, jednak przy każdym kontakcie z dziewczyną syna robi wszystko, aby jej dokuczyć. Drobne, złośliwe uwagi, spóźnienia, wtrącanie się w życie zakochanych; typowe „wbijanie szpilek” jest na tyle dyskretne, że nikt oprócz Emily tego nie dostrzega. Intrygi Pammie dotyczą coraz poważniejszych spraw, zwłaszcza, gdy młodzi postanawiają się pobrać…

„Rywalka” to nie tylko historia dziewczyny nieakceptowanej i dręczonej przez teściową. Autorka bardzo dokładnie opisuje kolejne etapy związku, od euforycznych początków, przez pierwsze kłótnie i poważne kryzysy. Doskonale tworzy osobowości swoich bohaterów, choć jednocześnie pokazuje, że – podobnie jak w życiu – nie możemy zakładać, że wiemy wszystko o naszych bliskich, a ich intencje mogą być interpretowane na wiele sposobów.

„Rywalka” to doskonale skonstruowany thriller psychologiczny, ukazujący skomplikowane relacje rodzinne, a jednocześnie zaskakujący do ostatniej strony.

 

6 marca 2019 - Harlan Coben   

„Nie odpuszczaj” Harlan Coben

Napoleon Dumas nigdy nie dowiedział się, co naprawdę stało się z jego bratem. Przed piętnastu laty pod kołami pociągu zginął Leo oraz jego dziewczyna Diana. Policja uznała to za nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Tej samej nocy zniknęła bez śladu dziewczyna Napa, Maura. Kiedy po piętnastu latach na miejscu zbrodni znalezione zostają odciski palców Maury, Nap ma nadzieję, że w końcu uda mu się odkryć prawdę sprzed lat. O pomoc w śledztwie zwraca się do Augiego, ojca Diany.

Harlan Coben wciąż pozostaje dla mnie numerem jeden thrillera i powieści sensacyjnej. Choć niektórzy zarzucają mu powtarzalność i spadek pisarskiej formy, dla mnie każda historia jest nowa, a każdy bohater niepowtarzalny. „Nie odpuszczaj” jest dodatkowo ciekawe narracyjnie. Coben często oddaje głos swoim bohaterom, ale tym razem Nap niemal całą swoją opowieść kieruje bezpośrednio do zmarłego brata. Poszukiwanie prawdy jest zadedykowane Leo, a droga do wyjaśnienia tajemnicy prowadzi od szkolnego Klubu Konspiratorów, aż po nielegalne więzienie dla najgroźniejszych przestępców.

Coben serwuje czytelnikowi to, co zawsze – dynamiczną, pełną zwrotów akcję i uwikłanych w nią bohaterów, z których nikt nie jest jednoznacznie dobry czy zły. Największym atutem powieści jest właśnie ta niejednoznaczność, która pozostawia miejsce na własną interpretację i ocenę.

6 marca 2019 - Małgorzata J. Kursa   

„Jeszcze więcej nieboszczyków” Małgorzata J. Kursa

O tym, w jak bardzo wynaturzony sposób można traktować kota pisała już Joanna Chmielewska. W „Upiornym legacie” właściciele kotki Kasi zwieźli do lasu wszystkie materace, pościel i koce, ponieważ ich zwierzątko weszło na drzewo i nie umiało zejść. Chmielewska całą sytuację opisała jednak z właściwym sobie humorem i dystansem. Tu najwyraźniej dystansu zabrakło, a humor niby jest ale sprawia wrażenie wymuszonego. Jeśli ktoś bierze się za pisanie komedii kryminalnych zawsze w pewien sposób staje obok królowej tego gatunku. Kursa stara się używać podobnego języka: wplata do wypowiedzi mało popularne wyrażenia, w potocznych wypowiedziach używa wyszukanych określeń – a jednak jest to sztuczne, nienaturalne.

Sam bohater, kot Belzebub w założeniu miał zapewne skraść serca czytelników, zwłaszcza posiadaczy kotów – może spełniłby to zadanie jako bohater powiastki fantastycznej dla dzieci. Historie o demontażu siatki z okna, rozbiórce parkietu na pojedyncze klepki – tu chyba fantazja poniosła autorkę w niewłaściwym kierunku (do dziś próbuję sobie wyobrazić kota niosącego w zębach wałek do ciasta). Co prawda w posłowiu autorka zarzeka się, że kot ma swój pierwowzór w rzeczywistości – cóż, cytując Marka Twaina, fikcja musi być prawdopodobna.

Pomysł, aby narrację prowadzić z punktu widzenia zwierzaka sam w sobie jest ciekawy, ale znów się nie sprawdza, ponieważ raz Belzebub doskonale rozumie relacje międzyludzkie i funkcjonowanie współczesnego świata, a raz kompletnie nie pojmuje prostych mechanizmów.

Właścicielka Marylka, trzęsąca się nad kotem „żeby się nie obraził”, prowadzająca go na smyczy „żeby sobie nie zrobił krzywdy” też może w założeniu miała być zabawna, ale jest po prostu śmieszna i irytująca.

Intryga kryminalna również nie jest skomplikowana. Właściwie od razu wiadomo, o co chodzi i kto stoi za zabójstwami, więc niedopowiedzenia, próby zmylenia czytelnika fałszywymi tropami są bezcelowe.

Podsumowując, powieść nie stanowi żadnego wyzwania intelektualnego (czego od kryminału poniekąd się oczekuje) ani rozrywki. Nic, co warto zapamiętać.

 

8 lutego 2019 - Zygmunt Miłoszewski   

„Domofon” Zygmunt Miłoszewski

Do tej pory horrory głównie oglądałam, w czytaniu ograniczając się do „Czarnej madonny”, której mimo klasyfikacji nie uważam za typowy horror.

Bohaterami „Domofonu” są młodzi małżonkowie, którzy przyjechali z małego miasteczka w poszukiwaniu lepszego życia, maturzysta Kamil oraz dziennikarz-alkoholik Wiktor. Wszyscy są lokatorami wieżowca z wielkiej płyty na warszawskim Bródnie. Wieżowca, który skrywa wiele tajemnic.

Na umieszczenie akcji powieści w takim miejscu Miłoszewski wpadł właśnie w windzie takiego bloku: trudniej o bardziej „polską” scenerię: każdy z nas zna pomazane markerami ściany, popielniczki na półpiętrach. Półmrok, kraty w korytarzach i mrugające jarzeniówki sprzyjają wyobraźni. A kiedy okazuje się, że wieżowca w żaden sposób nie da się opuścić…

Tak, jak wspominałam, horrorów nie czytam często. Jednak znalazłam tu wszystko, czego oczekiwałam: napięcie, akcję, pełną dramatycznych zwrotów i zaskoczeń, a także grozę. Doskonale odczuwałam atmosferę strachu, osaczenia i bezradności bohaterów, podążałam za nimi i nie miałam żadnego pomysłu, jak zakończy się ich historia.

Niezwykle udany debiut, warto przeczytać.

25 stycznia 2019 - Harlan Coben   

„Odnaleziony” Harlan Coben

Jeśli autor pisze kilkutomową serię, musi zadbać o zakończenie. Powinno być spektakularne. Jeśli nie wie, jak to zrobić, niech poczyta Cobena.
Ostatni tom przygód Mickey’a, Emy i Łyżki rozpoczyna się ekshumacją zmarłego ojca Mickey’a. Chłopak ma coraz więcej wątpliwości co do jego śmierci, a sprawdzenie trumny jeszcze je pogłębia. Mickey ma też problemy z wrogością członków szkolnej drużyny koszykówki. Kiedy kapitan (a zarazem główny antagonista) Troy zostaje zawieszony za podejrzenie o doping – Mickey otrzymuje szansę zyskania akceptacji kolegów.

Tymczasem Ema prosi przyjaciół o pomoc – poznany na czacie chłopak zniknął bez śladu.  W poszukiwaniu tajemniczego Jareda Lowella nastolatkowie dotrą do prawdy, która miała nigdy nie wyjść na jaw.

Harlan Coben jest mistrzem zwrotów akcji i widowiskowych zakończeń. Tu pobił samego siebie, tworząc spektakularne i bardzo „amerykańskie” zakończenie, które jednak nie jest typowym, przesłodzonym happy endem.

Wątek Mickey’a, Emy i Łyżki powrócił w powieści „W domu”, mam nadzieję, że nie po raz ostatni. W końcu bohaterowie dorastają, niebawem można wysłać ich do collegu i dać kolejne zadania do wykonania…

21 stycznia 2019 - Remigiusz Mróz   

„Zerwa” Remigiusz Mróz

To pierwsze ostateczne zamknięcie serii, pisanej przez Mroza. Obawiałam się, że będzie szukał możliwości do kontynuacji, jednak w posłowiu zapewnia, że jeśli Forst się pojawi, to tylko epizodycznie w innych powieściach, natomiast „górską” serię możemy uznać za definitywnie zakończoną.

W piątym tomie Wiktor Forst wciąż przemierza świat w poszukiwaniu Olgi Szrebskiej. Tym razem podróżował od Hiszpanii aż po Finlandię, jednakże efekty poszukiwań są trudne do określenia, ponieważ po kilku tygodniach budzi się w szpitalu i nic nie pamięta.

Tymczasem w Tatrach dochodzi do kolejnych morderstw. Modus operandi i monety, pozostawione przy ciałach, przypominają o Bestii z Giewontu – mordercy, którego ciała nigdy nie odnaleziono…

Z czytaniem serii o Forście jest trochę jak z czytaniem Harrego Pottera. W realnym świecie, w konkretnych miejscach, obserwujemy absolutnie nieprawdopodobne przygody wymyślonego bohatera, jednak tempo akcji i kolejne zaskoczenia nie pozwalają się nudzić. W całym swoim nieprawdopodobieństwie Forst jest postacią, do której przyjemnie się wraca, pod warunkiem, że przymkniemy oko na szczegóły oraz niuanse prawnicze, historyczne lub topograficzne. Podsumowanie całej historii, która rozpoczyna i kończy się na Giewoncie, jest naprawdę starannie zaplanowane i dla mnie satysfakcjonujące.

I tylko zastanawiam się, czy Mróz narzuca tak zawrotne tempo wydawcy, że zanim zdąży porządnie książkę zredagować już idzie do druku? Zarówno braki znaków interpunkcyjnych jak i liczne błędy są niepokojące.

Strony:«1234567...26»