Browsing "Michelle Richmond"
5 kwietnia 2019 - Michelle Richmond   

„Rok we mgle” Michelle Richmond

Książka napisana w 2007 roku dopiero teraz została wydana w Polsce. Nie zauważyłabym tego, gdyby nie fakt, że w poszukiwania zaginionego dziecka nie zaangażowano mediów społecznościowych – ot, znak czasu.

Poszukiwanym dzieckiem jest sześcioletnia Emma – dziewczynka znika podczas spaceru po mglistej plaży w San Francisco. Była pod opieką Abigail, narzeczonej ojca. I to właśnie Abby opowiada całą historię „Roku we mgle” – odliczając kolejne dni od zaginięcia.

To, na co przede wszystkim zwróciłam uwagę – książka jest nieco przegadana. To ponad czterysta stron, z których połowę stanowią przemyślenia, wspomnienia, luźne dygresje i historie zaczerpnięte z innych utworów.

„Rok we mgle” to nie thriller, to raczej studium psychologiczne – zarówno kobiety, nękanej poczuciem winy, której jedynym sensem życia staje się znalezienie zaginionej dziewczynki, jak i jej związku z ojcem Emmy, który nie potrafi wybaczyć narzeczonej chwili nieuwagi.

Akcja nabiera tempa dopiero pod koniec powieści, ale mimo to nie prowadzi do spektakularnego finału.

Jest to na pewno wartościowa lektura, ponieważ bardzo poważnie, wręcz naukowo traktuje problem straty, poczucia winy i poświęcenia. Jednak wbrew temu, co zapewnia „The Washington Post” na okładce – nie trzyma czytelnika w napięciu. Niestety.

1 listopada 2018 - Michelle Richmond   

„I że cię nie opuszczę” Michelle Richmond

To moje pierwsze spotkanie z Michelle Richmond, ale już zaczynam szukać jej następnych książek.

Główny bohater, Jake, opowiada historię jego związku z Alice, młodą, śliczną prawniczką. Alice zaprasza na ślub jednego z klientów kancelarii. W prezencie ślubnym młodzi małżonkowie dostają zaproszenie do Paktu.

Czym jest Pakt? Na pierwszy rzut oka to po prostu elitarne stowarzyszenie bogatych, wpływowych osób, dla których małżeństwo jest na pierwszym miejscu. Wzajemnie wspierają się w dążeniu do ideału. Mają szczegółowy kodeks, zawierający wytyczne odnośnie każdej sytuacji.

Jednak kodeks to nie tylko wskazówki i dobre rady. To także system kontroli i okrutnych kar w przypadku nieprzestrzegania zasad. Z bliska zaczyna przypominać sektę, a jednym z podstawowych założeń Paktu jest to, że nie da się z niego odejść…

Trzeba przyznać, że sam pomysł na powieść jest rewelacyjny. Autorka wykreowała ogromną organizację, jej struktury i metody działania, która rzeczywiście mogłaby dyskretnie istnieć i werbować kolejne osoby.

Ten thriller nawet nie skłania, ale zmusza do przemyśleń na temat własnego małżeństwa czy związku. Na temat jego jakości, priorytetów, zasad, jakie między sobą ustalamy.

Na zakończenie chciałabym poruszyć jeszcze jedno zagadnienie: dlaczego tłumaczom wydaje się, że ich interpretacja tytułu będzie lepsza od pomysłu pisarza? Mamy już na polskim rynku wydawniczym tytuł „I że cię nie opuszczę”. Tytuł „Pakt” byłby o wiele bardziej adekwatny, zwłaszcza, że w oryginale brzmi – po prostu – „The Marriage Pact”.