22 stycznia 2015 - Harlan Coben   

„Tęsknię za Tobą” Harlan Coben

tesknie-za-toba-b-iext26969553Recenzja pani Ewy Tenderendy-Ożóg, zamieszczona w Angorze (nr 1/2015):

„Sądząc po Tęsknię za Tobą Harlan Coben niebezpiecznie zbliża się do granicy pisarskiego idiotyzmu. Wplątuje swoich bohaterów, nie wiadomo po co, w transseksualizm i homoseksualizm – bez sensu i bez wdzięku. Za to ze śmiertelną powagą, każąc te brednie traktować serio. I o tym facecie poważni, jak się zdawało, ludzie wypisywali androny, że to numer jeden współczesnego thrillera!”

Recenzję przeczytałam, nie znając treści książki, więc nie mogłam się w żaden sposób do niej ustosunkować, aczkolwiek obrażanie mojego ulubionego autora zdenerwowało mnie i tak. Teraz, po lekturze, mogę dodać –bezpodstawne obrażanie.

Nie wiem, kogo autorka recenzji uważa za numer jeden współczesnego thrillera, ale chętnie bym się dowiedziała.

Bohaterowie są wplątani w homoseksualizm i transseksualizm, ale na tym wątku opiera się intryga (nie zagłębiam się w temat, żeby uniknąć spojlerów). Główną bohaterką jest Kat Donovan, która po osiemnastu latach po śmierci ojca – policjanta, ma powody sądzić, że osoba skazana za jego zabójstwo nie popełniła go. Rozpoczyna więc śledztwo na własną rękę. Drugim wątkiem jest zaginięcie kobiety, która rzekomo wyjechała z poznanym na portalu randkowym mężczyzną. Okazuje się, że mężczyzna ten to były narzeczony Kat, który odszedł od niej kilkanaście lat wcześniej.

Akcja toczy się dynamicznie, jak zwykle u Cobena, pojawiają się co chwila nowe wątki, fałszywe tropy. Zakończenie jest jak zawsze zaskakujące, choć tym razem częściowo domyśliłam się rozwiązania zagadki – co nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

Minusem jest postać Kat Donovan. Po raz pierwszy u Cobena główna bohaterka to kobieta i jak dla mnie jest nieco bezbarwna, pozbawiona indywidualizmu i emocji. Po fantastycznej kreacji Myrona, Wina i Esperanzy ciężko jest przestawić się na innych, mniej barwnych bohaterów.

Gorszy też jest język powieści. Wcześniejsze ksiązki Cobena skrzą się dowcipem, język jest żywy, zabawny, również dzięki postaci Myrona – mistrza ciętej riposty. „Tęsknię za Tobą” jest stonowana, poważniejsza.

Mimo wszystko czyta się bardzo dobrze i uważam, że nie należy spychać Cobena z pierwszego miejsca wśród pisarzy kryminałów i thrillerów. Zasłużył na nie.

15 stycznia 2015 - Katarzyna Misiołek   

„Niekochana” Katarzyna Misiołek

niekochana-b-iext27199629Po książkę Katarzyny Misiołek sięgnęłam zaciekawiona fragmentem opisu na okładce. Powieść przedstawia historię młodej kobiety, która nagle odkrywa, jak niewiele łączy ją z mężem. Mimo, że są dopiero kilka lat po ślubie, nie mają problemów finansowych, zdrowotnych czy zawodowych (Igor pracuje w korporacji, Agnieszka jest tłumaczką), ich wspólne życie jest dalekie od ideału. Igor lekceważy żonę, nie odzywa się do niej, nie reaguje na jej starania. Ona – niczym niewolnica – stara się spełnić każdą jego zachciankę, byle tylko dostać w zamian trochę czułości.

Kiedy Agnieszka odkrywa, że mąż ją zdradza odchodzi, ale po chwili wraca. Uświadamia sobie bowiem, że nigdy nie żyła w pełni samodzielnie, zawsze była „pod opieką” mężczyzny. Historia nabiera tempa, gdy Agnieszka przypadkiem odkrywa upodobania Igora (i zarazem mroczną stronę jego natury…) i staje przed dylematem: czy jest gotowa zgodzić się na coś, co zupełnie jej nie odpowiada?

Staram się nie zdradzić wszystkich szczegółów, bo książka jest godna uwagi, przyjemnie się ją czyta. ciekawe są też postaci przyjaciółek Agnieszki – bardzo prawdziwe, zmagające się  z problemami współczesnych żon i matek.

Jedyne, co mnie rozczarowało, to zakończenie. Typowe, banalne i przewidywalne. Czy naprawdę każda polska powieść „kobieca” musi się kończyć znalezieniem faceta? Czy to jedyny możliwy happy end?

11 stycznia 2015 - Agatha Christie   

„Inicjały zbrodni” Susan Hannah

Christie_Inicjaly zbrodni_mPierwszą powieść Agathy Christie przeczytałam w wieku 13 lat, podobnie jak Sophie Hannah, jednak nie sprawiło to, że postanowiłam poświęcić swoje życie pisaniu kryminałów. Znam swoje możliwości.

Książka zapowiada się obiecująco, skoro „wybrali ją spadkobiercy Agathy Christie”. Nie wiem, co nimi kierowało.

Akcja powieści toczy się w Londynie, w latach ’20. Herkules Poirot pomaga swojemu przyjacielowi, inspektorowi Catchpoolowi – śledztwo dotyczy potrójnego zabójstwa w hotelu. Ofiary zostały ułożone w identyczny sposób, a w ich ustach znajdowały się spinki do mankietów z inicjałami…

Sam pomysł jest ciekawy i nawiązuje do zagadek, tworzonych przez Agathę Christie. Niestety, akcja nie jest porywająca (czytałam książkę prawie miesiąc i oderwanie się od niej nie sprawiało mi trudności), ale dla mnie przede wszystkim istotny jest motyw – postaci tworzone przez Agathę Christie kierowały się najbardziej znanymi ludzkimi namiętnościami – miłością, żądzą władzy, zemsty lub pieniędzy. Tu motyw zbrodni jest mało prawdopodobny. To psuje efekt.

Po przeczytaniu kryminału Agathy czytelnik stwierdza „to było takie proste!” i wszystko układa się w logiczną całość (nie bez powodu Poirot wielokrotnie porównuje zagadkę do układanki). „Inicjały zbrodni” nie mają zaskakującego zakończenia – wydaje się być ono, podobnie jak motyw, naciągane, a elementy zagadki nie układają się w spójną całość. Hannah, wzorem Agathy snuje wiele wątków, które mają zmylić czytelnika, jednak są niedopracowane i niepotrzebne.

Trzeba przyznać, że Hannah tworzy całą galerię ciekawych postaci – Catchpool przypomina Hastingsa, kiedy próbuje bezskutecznie nadążyć za umysłem Poirota, a lady Wallace jest typową angielską damą, jakich w powieściach Agathy jest wiele. Sam Poirot jest dość podobny do oryginału, lecz niestety niedopracowana intryga nie pozwala w pełni rozwinąć jego możliwości.

Powieść mnie nie zachwyciła. I nie winię za to Sophie Hannah, ponieważ jej kryminał jest do przyjęcia, jednak nie pod taką rekomendacją. Próby dorównania Agacie Christie są jak próby dogonienia Lamborghini na rowerze. Każdy, kto się tego podejmie, jest skazany na niepowodzenie. Z jednego Agatha na pewno nie byłaby zadowolona – nigdy nie lubiła Poirota i nie chciałaby, żeby znów był bohaterem książek.

 

A na zakończenie mój Top 10 Agathy Christie:

1. „I nie było już nikogo” (wydane również pt. „Dziesięciu murzynków”)

2. „Morderstwo w Orient Expressie”

3. „Dom przestępców”

4. „Morderstwo to nic trudnego”

5. „Noc i ciemność”

6. „Morderstwo odbędzie się…”

7. „Zabójstwo Rogera Ackroyda”

8. „Śmierć na Nilu” (polecam także film z Davidem Suchetem)

9. „Niedziela na wsi”

10. „Zwierciadło pęka w odłamków stos”.

 

6 stycznia 2015 - Monika Szwaja   

„Zupa z ryby fugu” Monika Szwaja

zupa z ryby fuguOdkąd czytam Szwaję, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pisze „ku pokrzepieniu serc”. Większość jej powieści jest o zwykłych kobietach i ich codziennych problemach, a zakończeniem jest spotkanie faceta marzeń… Oczywiście książki Szwai czyta się naprawdę dobrze, ponieważ autorka ma świetny styl, lekkie pióro i cięty język, jednakże są dla mnie nieco naiwne, jeśli chodzi o fabułę. Dlatego ciekawą odmianą była właśnie „Zupa z ryby fugu”.

Powieść porusza trudny temat, o którym już wspominałam przy okazji „Drogiego maleństwa” – macierzyństwo zastępcze. Oto mamy parę młodych, zdolnych architektów, którzy marzą o dziecku, jednak na drodze staje im natura, oraz młodą, ambitną dziewczynę, która marzy o studiach i wyprowadzce z domu – jej na drodze stoi apodyktyczny ojciec, który inaczej zaplanował przyszłość córki. Szwaja wprowadza  czarny charakter w postaci Elizy Trumbiak, która staje się spiritus movens wydarzeń – przekonuje zdesperowaną i załamaną kolejnymi nieudanymi próbami zajścia w ciążę Anitę, że wynajęcie brzucha to nic złego, a studentkę Mirandę namawia na „łatwe” pieniądze, które umożliwią jej ukończenie studiów. I w ten sposób Miranda staje się matką zastępczą (nie znoszę określenia „surogatka”) upragnionego dziecka Anity i Cypriana. Dodatkowo napięcia dodaje fakt, że chłopak Mirandy jest jednocześnie bratem Anity…

Problem, który porusza Monika Szwaja w swojej powieści nie jest natury etycznej – nie ocenia bohaterów i ich decyzji, unika moralizatorstwa i osądów. Pokazuje natomiast jak łatwo stracić kontrolę nad swoimi emocjami, gdy w życiu pojawia się dziecko, i że nie da się w prosty sposób przyjąć, że „to dziecko z biologicznego punktu widzenia nie jest moje”.

Powieść trzyma w napięciu do samego końca, zakończenie zaś jest nietypowe (w porównaniu do innych powieści autorki) – bo nie do końca szczęśliwe. No cóż, w tym temacie nie ma idealnych rozwiązań i łatwych odpowiedzi.

13 grudnia 2014 - Tess Gerritsen   

„Milcząca dziewczyna” Tess Gerritsen

milczaca-dziewczyna-b-iext8936659Na dachu budynku w Chinatown znalezione zostają zwłoki kobiety. Śledztwo wskazuje na to, że morderstwo jest tylko małym fragmentem zagadki, której początki sięgają innej zbrodni sprzed lat… I tak łączą się ze sobą morderstwa i samobójstwo kucharza z chińskiej restauracji, tajemnicze zaginięcia młodych dziewcząt, anonimowe listy, sugerujące, że prawda niedługo zostanie odkryta oraz tajemnicza postać, wymierzająca sprawiedliwość.

Autorka zaznacza, że jest to dla niej powieść bardzo osobista. Dotyczy bowiem Chin i pochodzących stamtąd legend, baśni i bohaterów. Większość z tych historii Gerritsen usłyszała od swojej matki, dlatego są dla niej szczególnie ważne. Autorka umiejętnie wplata je w fabułę, dzięki czemu powieść jest splotem dwóch światów i kultur  – Chin od czasów starożytnych i współczesnej Ameryki.
Zakończenie jest – jak zawsze u Gerritsen – zaskakujące i to kilkukrotnie. Kiedy już wydaje się, że wszystko wiemy, pojawia się drobny szczegół, który wszystko zmienia. Kilka odrębnych historii nagle staje się jedną – skomplikowaną i tragiczną.
13 grudnia 2014 - Stephen King   

„Joyland” Stephen King

Pierwstephen-king-joyland-cover-okladkasza powieść Kinga (właściwie druga, bo pierwsza była „Carrie”), którą przeczytałam, a nie tylko obejrzałam ekranizację. Długo nie mogłam się przekonać do Kinga, i po tej jednej książce nie mogę powiedzieć, że się przekonałam – ale jestem na dobrej drodze.

Historię przedstawioną w książce opowiada Devin, student, który dorabia sobie w wakacje w lunaparku – tytułowym Joylandzie.Tam, zainspirowany legendą o duchu zamordowanej dziewczyny, zaczyna interesować się popełnioną kilka lat wcześniej zbrodnią. Gdyby autor na tym poprzestał, uzyskałby po prostu ciekawy kryminał z dość zaskakującym (acz nie powalającym) zakończeniem. King jednak na tym nie poprzestaje, wprowadzając wątek pierwszej miłości i złamanego serca Devina, a także śmiertelnie chorego chłopca i jego matki. W ten sposób książka nabiera dodatkowej treści, staje się opowieścią o dojrzewaniu, niszczycielskiej mocy uczuć, sensie życia i śmierci.
Akcja jest osadzona w roku 1973, ale narrator już na początku zaznacza, że od tamtych chwil upłynęło wiele lat. Dzięki temu często opowiadając jakiś wątek wspomina o tym, co stało się później (np. „widziałem go wtedy po raz ostatni” lub „dowiedziałem się o tym wiele lat później”), co wzbogaca akcję i czyni ją ciekawszą.

„Joyland” jest naprawdę intrygującą mieszanką kryminału, opowieści o sensie życia i śmierci oraz barwnego obrazu Ameryki z lat ’70.

7 grudnia 2014 - Julie Cohen   

„Drogie maleństwo” Julie Cohen

drogie-malenstwo,big,499033Problem macierzyństwa zastępczego pojawia się coraz częściej w literaturze i nie tylko – także w filmach i serialach. Jeśli chodzi o książki, poruszające ten temat, ta jest zdecydowanie godna uwagi.

Zaczyna się prosto – idealna para: Claire, piękna, elegancka i  miła, Ben, przystojny, sympatyczny, tworzą perfekcyjne małżeństwo w pięknym domu na wsi, gdzie zawsze jest posprzątane i pachnie ciastem. Brakuje im tylko jednego – dziecka. Po kolejnych nieudanych próbach zapłodnienia metodą in vitro przyjaciółka Bena, proponuje, że sama urodzi im dziecko. Jest zdrowa, ma już córkę, nie planuje więcej dzieci… Plan wydaje się być prosty, gdyby nie fakt, że Romuly jest zakochana w Benie od kilkunastu lat… Walczy z tym uczuciem, ale bezskutecznie. Mimo to zaprzyjaźnia się z Claire, która robi wszystko, aby zapewnić jej jak najlepsze warunki w czasie ciąży – co nie jest łatwe, bo Romily jest naukowcem, mieszka w zabałaganionym mieszkaniu i żywi się głównie gotowymi daniami. Zupełnie nie pasuje do stylu życia Claire, pełnego ładu, harmonii i organicznych warzyw.

Ostatecznie prawda wychodzi na jaw i tworzy dziwny układ między trojgiem ludzi, którzy nie do końca wiedzą, czego chcą. Napięcie towarzyszy czytelnikowi do ostatnich stron, kiedy wciąż nie wiadomo, jaką decyzję podejmie każdy z  bohaterów i czyim dobrem będzie się kierować.

Powieść napisana bardzo dobrze – szybko się czyta i  niełatwo domyślić się zakończenia. Temat macierzyństwa zastępczego został opisany przez autorkę w sposób bardzo rzeczowy, bez zbędnego moralizatorstwa, jednak z ukazaniem ryzyka, jakie niesie urodzenie dziecka dla innej kobiety.

Według mnie zbędne są wątki poboczne (np. historia ucznia Claire), bez których książka byłaby równie dobra. Irytujący jest też angielski świat młodych mam – kobiety te starają się przekonać wszystkich, że opieka nad małym dzieckiem pochłania je do reszty, nie pozostawiając czasu nawet na założenie czystego swetra bez dziury – jednak należy im się co najmniej order za tak wielki wysiłek, jakim jest bycie matką… Cóż, w polskich realiach takie podejście razi. Przynajmniej mnie. Niemniej poza tym książka jest naprawdę warta przeczytania.

29 listopada 2014 - Małgorzata Musierowicz   

„Wnuczka do orzechów” Małgorzata Musierowicz

7c3b0e1ef04400e87876460c18bb97a6_enlargeMałgorzata Musierowicz jest autorką, którą czytam od wczesnej młodości (nawet bardzo wczesnej, zaczęłam w wieku 10 lat), a całą Jeżycjadę czytałam kilkakrotnie. Mimo to nie byłam zachwycona po przeczytaniu „McDusi” i zgadzałam się z opiniami, że „Neojeżycjada” nie umywa się do starszych części cyklu. „Wnuczkę” zamówiłam jednak w dniu premiery i przeczytałam, choć z rezerwą. Okazało się, że niesłusznie się obawiałam.

W powieści pojawia się znów cała rodzina Borejków – sędziwi, lecz wciąż błyskotliwi intelektualnie Dziadkowie, cztery dojrzałe, ale pełne energii i humoru siostry oraz ich liczne dzieci. Cała niemal rodzina spotyka się u na wsi Patrycji, poza Idą, która przypadkiem trafia pod opiekę Dorotki i jej babć. Dorotka jest postacią (jak to u Musierowicz bywa) stuprocentowo dobrą, zaradną życiowo, niezwykle mądrą i dojrzałą (jak na siedemnastolatkę). Można powiedzieć, że jest bardzo „niedzisiejsza” – jak większość bohaterów. A szkoda. Najbardziej realnymi i wiarygodnymi postaciami są dla mnie niestety Igor Bogatko i jego koledzy spod sklepu. A szkoda…

Mimo, że zakończenie jest łatwe do przewidzenia, „Wnuczkę do orzechów” czyta się szybko i przyjemnie. Dla mnie lektura jest jak spotkanie ze starymi znajomymi, choć ich postawy moralne i poglądy są nieraz zupełnie nierzeczywiste i – jak już wspomniałam – bardzo „niedzisiejsze”.

Ożywił się też język i styl literacki autorki. W „McDusi” nieco przygaszony, tu obfituje w zabawne riposty, cięte komentarze oraz zabawne opisy i porównania – moim faworytem jest dziadek Borejko „trzęsący ramionami jak łysa Kasandra w podkoszulku”.

Jako, że Jeżycjada towarzyszy mi przez prawie 20 lat, ciężko zdobyć mi się na krytykę. Dlatego nie będzie osobnego wpisu o „McDusi”. „Wnuczkę do orzechów” mogę natomiast podsumować stwierdzeniem, że jest taka, jak cała seria o Borejkach – krzepiąca, przekazująca pozytywne wartości, nieco naiwna i przewidywalna, ale z pewnością warta przeczytania. Bohaterowie, mimo, że osadzeni w dzisiejszej rzeczywistości, zupełnie się w nią nie wpisują. Ale takie są i zawsze były postaci tworzone przez Małgorzatę Musierowicz. Dobre, szlachetne, odpowiedzialne i chętne do pomocy.

Mam nadzieję, że książkę przeczytają nie tylko kobiety w moim wieku (lub w wieku mojej Mamy), ale również młodzież.

29 listopada 2014 - Jerzy Niemczuk   

„Bat na koty” Jerzy Niemczuk

Niemczuk_Bat na koty_mKolejna interesująca polska powieść. Bohaterką jest Asia, mieszkająca na mazurskiej wsi samotna matka kilkuletniej Mai. Asia jest biedna w stopniu graniczącym z nędzą. Mieszka w starej chałupce (obok okazałego domu teściów), a najcenniejszą rzeczą, jaką posiada jest stary rower, którym jeździ do pośredniaka. Jej życie jest naprawdę smutne, a ona sama zahukana i wiecznie przestraszona. Sama zdaje sobie sprawę z tego, że jej Życie to wegetacja i jeśli czegoś nie zmieni, to niewiele będzie miała do zaoferowania swojej córce. Udaje jej się dostać pracę, zaczyna walczyć o lepsze życie, wykształcenie, jest nawet w stanie sprzeciwić się teściom…

Ciekawą postacią jest również teściowa (w zasadzie była teściowa, ponieważ Asia jest rozwiedziona) i jej stosunek do wnuczki. Hanka często opiekuje się dziewczynką, którą nazywa Marysią. Kupuje jej ubranka, w które przebiera ją u siebie w domu i lalki, które Maja dostaje do zabawy tylko będąc u babci. Tworzy jej jakby drugą osobowość.

W ogóle bohaterowie są naprawdę ciekawie przedstawieni. Każdy ma jakieś cechy charakterystyczne, powiedzonka czy zachowania, które czynią go indywidualnością. Nie są jednak nakreślone od początku do końca, autor pozostawia pole dla wyobraźni.

Ciekawy jest wątek sensacyjno-kryminalny – gangsterzy i przestępcy oraz tajni agenci i ich metody pracy – nadaje tempo i wprowadza pewne napięcie.

Ogromny plus za brak wątku romansowego, który zawsze drażni mnie w polskich powieściach obyczajowych. Przekonanie, że jeśli kobieta weźmie życie w swoje ręce to natychmiast spotka miłość swojego życia zostało obalone. Asia radzi sobie sama, z pomocą dobrych ludzi i odrobiną szczęścia.

Mimo, że akcja rozgrywa się na Mazurach, autor nie przesadził z opisami przyrody. Krajobraz na szczęście nie jest jednym z bohaterów i opisy są zwięzłe i wplecione w wydarzenia. Książka naprawdę warta polecenia. Na przykład jako świąteczny prezent.

21 listopada 2014 - Katarzyna Kołczewska   

„Kto, jak nie ja?” Katarzyna Kołczewska

kto jak nie jaPrzy opisie na okładce książki jest napis „Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym”. Rzeczywiście, nie jest to „kolejna polska obyczajówka”, gdzie wszystko dobrze się zaczyna i jeszcze lepiej kończy. Bohaterką jest Anna, lekarka po pięćdziesiątce. Przebywa na urlopie bezpłatnym, chciałabym użyć określenia „walczy z uzależnieniem od alkoholu i leków”, ale nie walczy. Owszem, sporo pije i zażywa środki uspokajające i nasenne, ale jest pogodzona ze swoim przegranym życiem. I w tym życiu nagle pojawia się trzyletnia Ola, wnuczka siostry Anny. Nie ma nikogo, kto mógłby się Olą zająć, więc Anna zabiera ją do siebie „na chwilę”. Opieka nad dziewczynką nie jest łatwa ani przyjemna, Ola histeryzuje i ciągle pyta o mamę, a Anna marzy tylko o tym, aby wrócić do dawnego, samotnego życia.

Bardzo podoba mi się powieść Katarzyny Kołczewskiej, głównie dlatego, że nie jest przesłodzona. Anna, przyjmując Olę do swojego życia nie otwiera serca dla biednej sierotki. Jest wściekła na sytuację, robi wszystko, żeby oddać Olę jej dziadkom i nie traktuje pojawienia się dziecka w swoim świecie jako szansy na zmianę. Uważa, że tej zmiany nie potrzebuje.

„Kto, jak nie ja?” jest opowieścią o walce se sobą, ze słabościami i o tym, jak trudno jest czasem podjąć właściwą decyzję. Dla mnie największą zaletą jest to, że  jak już wspomniałam, nie jest przesłodzona. Do samego końca jest słodko-gorzka. W idealnych proporcjach.