6 stycznia 2015 - Monika Szwaja   

„Zupa z ryby fugu” Monika Szwaja

zupa z ryby fuguOdkąd czytam Szwaję, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pisze „ku pokrzepieniu serc”. Większość jej powieści jest o zwykłych kobietach i ich codziennych problemach, a zakończeniem jest spotkanie faceta marzeń… Oczywiście książki Szwai czyta się naprawdę dobrze, ponieważ autorka ma świetny styl, lekkie pióro i cięty język, jednakże są dla mnie nieco naiwne, jeśli chodzi o fabułę. Dlatego ciekawą odmianą była właśnie „Zupa z ryby fugu”.

Powieść porusza trudny temat, o którym już wspominałam przy okazji „Drogiego maleństwa” – macierzyństwo zastępcze. Oto mamy parę młodych, zdolnych architektów, którzy marzą o dziecku, jednak na drodze staje im natura, oraz młodą, ambitną dziewczynę, która marzy o studiach i wyprowadzce z domu – jej na drodze stoi apodyktyczny ojciec, który inaczej zaplanował przyszłość córki. Szwaja wprowadza  czarny charakter w postaci Elizy Trumbiak, która staje się spiritus movens wydarzeń – przekonuje zdesperowaną i załamaną kolejnymi nieudanymi próbami zajścia w ciążę Anitę, że wynajęcie brzucha to nic złego, a studentkę Mirandę namawia na „łatwe” pieniądze, które umożliwią jej ukończenie studiów. I w ten sposób Miranda staje się matką zastępczą (nie znoszę określenia „surogatka”) upragnionego dziecka Anity i Cypriana. Dodatkowo napięcia dodaje fakt, że chłopak Mirandy jest jednocześnie bratem Anity…

Problem, który porusza Monika Szwaja w swojej powieści nie jest natury etycznej – nie ocenia bohaterów i ich decyzji, unika moralizatorstwa i osądów. Pokazuje natomiast jak łatwo stracić kontrolę nad swoimi emocjami, gdy w życiu pojawia się dziecko, i że nie da się w prosty sposób przyjąć, że „to dziecko z biologicznego punktu widzenia nie jest moje”.

Powieść trzyma w napięciu do samego końca, zakończenie zaś jest nietypowe (w porównaniu do innych powieści autorki) – bo nie do końca szczęśliwe. No cóż, w tym temacie nie ma idealnych rozwiązań i łatwych odpowiedzi.

13 grudnia 2014 - Tess Gerritsen   

„Milcząca dziewczyna” Tess Gerritsen

milczaca-dziewczyna-b-iext8936659Na dachu budynku w Chinatown znalezione zostają zwłoki kobiety. Śledztwo wskazuje na to, że morderstwo jest tylko małym fragmentem zagadki, której początki sięgają innej zbrodni sprzed lat… I tak łączą się ze sobą morderstwa i samobójstwo kucharza z chińskiej restauracji, tajemnicze zaginięcia młodych dziewcząt, anonimowe listy, sugerujące, że prawda niedługo zostanie odkryta oraz tajemnicza postać, wymierzająca sprawiedliwość.

Autorka zaznacza, że jest to dla niej powieść bardzo osobista. Dotyczy bowiem Chin i pochodzących stamtąd legend, baśni i bohaterów. Większość z tych historii Gerritsen usłyszała od swojej matki, dlatego są dla niej szczególnie ważne. Autorka umiejętnie wplata je w fabułę, dzięki czemu powieść jest splotem dwóch światów i kultur  – Chin od czasów starożytnych i współczesnej Ameryki.
Zakończenie jest – jak zawsze u Gerritsen – zaskakujące i to kilkukrotnie. Kiedy już wydaje się, że wszystko wiemy, pojawia się drobny szczegół, który wszystko zmienia. Kilka odrębnych historii nagle staje się jedną – skomplikowaną i tragiczną.
13 grudnia 2014 - Stephen King   

„Joyland” Stephen King

Pierwstephen-king-joyland-cover-okladkasza powieść Kinga (właściwie druga, bo pierwsza była „Carrie”), którą przeczytałam, a nie tylko obejrzałam ekranizację. Długo nie mogłam się przekonać do Kinga, i po tej jednej książce nie mogę powiedzieć, że się przekonałam – ale jestem na dobrej drodze.

Historię przedstawioną w książce opowiada Devin, student, który dorabia sobie w wakacje w lunaparku – tytułowym Joylandzie.Tam, zainspirowany legendą o duchu zamordowanej dziewczyny, zaczyna interesować się popełnioną kilka lat wcześniej zbrodnią. Gdyby autor na tym poprzestał, uzyskałby po prostu ciekawy kryminał z dość zaskakującym (acz nie powalającym) zakończeniem. King jednak na tym nie poprzestaje, wprowadzając wątek pierwszej miłości i złamanego serca Devina, a także śmiertelnie chorego chłopca i jego matki. W ten sposób książka nabiera dodatkowej treści, staje się opowieścią o dojrzewaniu, niszczycielskiej mocy uczuć, sensie życia i śmierci.
Akcja jest osadzona w roku 1973, ale narrator już na początku zaznacza, że od tamtych chwil upłynęło wiele lat. Dzięki temu często opowiadając jakiś wątek wspomina o tym, co stało się później (np. „widziałem go wtedy po raz ostatni” lub „dowiedziałem się o tym wiele lat później”), co wzbogaca akcję i czyni ją ciekawszą.

„Joyland” jest naprawdę intrygującą mieszanką kryminału, opowieści o sensie życia i śmierci oraz barwnego obrazu Ameryki z lat ’70.

7 grudnia 2014 - Julie Cohen   

„Drogie maleństwo” Julie Cohen

drogie-malenstwo,big,499033Problem macierzyństwa zastępczego pojawia się coraz częściej w literaturze i nie tylko – także w filmach i serialach. Jeśli chodzi o książki, poruszające ten temat, ta jest zdecydowanie godna uwagi.

Zaczyna się prosto – idealna para: Claire, piękna, elegancka i  miła, Ben, przystojny, sympatyczny, tworzą perfekcyjne małżeństwo w pięknym domu na wsi, gdzie zawsze jest posprzątane i pachnie ciastem. Brakuje im tylko jednego – dziecka. Po kolejnych nieudanych próbach zapłodnienia metodą in vitro przyjaciółka Bena, proponuje, że sama urodzi im dziecko. Jest zdrowa, ma już córkę, nie planuje więcej dzieci… Plan wydaje się być prosty, gdyby nie fakt, że Romuly jest zakochana w Benie od kilkunastu lat… Walczy z tym uczuciem, ale bezskutecznie. Mimo to zaprzyjaźnia się z Claire, która robi wszystko, aby zapewnić jej jak najlepsze warunki w czasie ciąży – co nie jest łatwe, bo Romily jest naukowcem, mieszka w zabałaganionym mieszkaniu i żywi się głównie gotowymi daniami. Zupełnie nie pasuje do stylu życia Claire, pełnego ładu, harmonii i organicznych warzyw.

Ostatecznie prawda wychodzi na jaw i tworzy dziwny układ między trojgiem ludzi, którzy nie do końca wiedzą, czego chcą. Napięcie towarzyszy czytelnikowi do ostatnich stron, kiedy wciąż nie wiadomo, jaką decyzję podejmie każdy z  bohaterów i czyim dobrem będzie się kierować.

Powieść napisana bardzo dobrze – szybko się czyta i  niełatwo domyślić się zakończenia. Temat macierzyństwa zastępczego został opisany przez autorkę w sposób bardzo rzeczowy, bez zbędnego moralizatorstwa, jednak z ukazaniem ryzyka, jakie niesie urodzenie dziecka dla innej kobiety.

Według mnie zbędne są wątki poboczne (np. historia ucznia Claire), bez których książka byłaby równie dobra. Irytujący jest też angielski świat młodych mam – kobiety te starają się przekonać wszystkich, że opieka nad małym dzieckiem pochłania je do reszty, nie pozostawiając czasu nawet na założenie czystego swetra bez dziury – jednak należy im się co najmniej order za tak wielki wysiłek, jakim jest bycie matką… Cóż, w polskich realiach takie podejście razi. Przynajmniej mnie. Niemniej poza tym książka jest naprawdę warta przeczytania.

29 listopada 2014 - Małgorzata Musierowicz   

„Wnuczka do orzechów” Małgorzata Musierowicz

7c3b0e1ef04400e87876460c18bb97a6_enlargeMałgorzata Musierowicz jest autorką, którą czytam od wczesnej młodości (nawet bardzo wczesnej, zaczęłam w wieku 10 lat), a całą Jeżycjadę czytałam kilkakrotnie. Mimo to nie byłam zachwycona po przeczytaniu „McDusi” i zgadzałam się z opiniami, że „Neojeżycjada” nie umywa się do starszych części cyklu. „Wnuczkę” zamówiłam jednak w dniu premiery i przeczytałam, choć z rezerwą. Okazało się, że niesłusznie się obawiałam.

W powieści pojawia się znów cała rodzina Borejków – sędziwi, lecz wciąż błyskotliwi intelektualnie Dziadkowie, cztery dojrzałe, ale pełne energii i humoru siostry oraz ich liczne dzieci. Cała niemal rodzina spotyka się u na wsi Patrycji, poza Idą, która przypadkiem trafia pod opiekę Dorotki i jej babć. Dorotka jest postacią (jak to u Musierowicz bywa) stuprocentowo dobrą, zaradną życiowo, niezwykle mądrą i dojrzałą (jak na siedemnastolatkę). Można powiedzieć, że jest bardzo „niedzisiejsza” – jak większość bohaterów. A szkoda. Najbardziej realnymi i wiarygodnymi postaciami są dla mnie niestety Igor Bogatko i jego koledzy spod sklepu. A szkoda…

Mimo, że zakończenie jest łatwe do przewidzenia, „Wnuczkę do orzechów” czyta się szybko i przyjemnie. Dla mnie lektura jest jak spotkanie ze starymi znajomymi, choć ich postawy moralne i poglądy są nieraz zupełnie nierzeczywiste i – jak już wspomniałam – bardzo „niedzisiejsze”.

Ożywił się też język i styl literacki autorki. W „McDusi” nieco przygaszony, tu obfituje w zabawne riposty, cięte komentarze oraz zabawne opisy i porównania – moim faworytem jest dziadek Borejko „trzęsący ramionami jak łysa Kasandra w podkoszulku”.

Jako, że Jeżycjada towarzyszy mi przez prawie 20 lat, ciężko zdobyć mi się na krytykę. Dlatego nie będzie osobnego wpisu o „McDusi”. „Wnuczkę do orzechów” mogę natomiast podsumować stwierdzeniem, że jest taka, jak cała seria o Borejkach – krzepiąca, przekazująca pozytywne wartości, nieco naiwna i przewidywalna, ale z pewnością warta przeczytania. Bohaterowie, mimo, że osadzeni w dzisiejszej rzeczywistości, zupełnie się w nią nie wpisują. Ale takie są i zawsze były postaci tworzone przez Małgorzatę Musierowicz. Dobre, szlachetne, odpowiedzialne i chętne do pomocy.

Mam nadzieję, że książkę przeczytają nie tylko kobiety w moim wieku (lub w wieku mojej Mamy), ale również młodzież.

29 listopada 2014 - Jerzy Niemczuk   

„Bat na koty” Jerzy Niemczuk

Niemczuk_Bat na koty_mKolejna interesująca polska powieść. Bohaterką jest Asia, mieszkająca na mazurskiej wsi samotna matka kilkuletniej Mai. Asia jest biedna w stopniu graniczącym z nędzą. Mieszka w starej chałupce (obok okazałego domu teściów), a najcenniejszą rzeczą, jaką posiada jest stary rower, którym jeździ do pośredniaka. Jej życie jest naprawdę smutne, a ona sama zahukana i wiecznie przestraszona. Sama zdaje sobie sprawę z tego, że jej Życie to wegetacja i jeśli czegoś nie zmieni, to niewiele będzie miała do zaoferowania swojej córce. Udaje jej się dostać pracę, zaczyna walczyć o lepsze życie, wykształcenie, jest nawet w stanie sprzeciwić się teściom…

Ciekawą postacią jest również teściowa (w zasadzie była teściowa, ponieważ Asia jest rozwiedziona) i jej stosunek do wnuczki. Hanka często opiekuje się dziewczynką, którą nazywa Marysią. Kupuje jej ubranka, w które przebiera ją u siebie w domu i lalki, które Maja dostaje do zabawy tylko będąc u babci. Tworzy jej jakby drugą osobowość.

W ogóle bohaterowie są naprawdę ciekawie przedstawieni. Każdy ma jakieś cechy charakterystyczne, powiedzonka czy zachowania, które czynią go indywidualnością. Nie są jednak nakreślone od początku do końca, autor pozostawia pole dla wyobraźni.

Ciekawy jest wątek sensacyjno-kryminalny – gangsterzy i przestępcy oraz tajni agenci i ich metody pracy – nadaje tempo i wprowadza pewne napięcie.

Ogromny plus za brak wątku romansowego, który zawsze drażni mnie w polskich powieściach obyczajowych. Przekonanie, że jeśli kobieta weźmie życie w swoje ręce to natychmiast spotka miłość swojego życia zostało obalone. Asia radzi sobie sama, z pomocą dobrych ludzi i odrobiną szczęścia.

Mimo, że akcja rozgrywa się na Mazurach, autor nie przesadził z opisami przyrody. Krajobraz na szczęście nie jest jednym z bohaterów i opisy są zwięzłe i wplecione w wydarzenia. Książka naprawdę warta polecenia. Na przykład jako świąteczny prezent.

21 listopada 2014 - Katarzyna Kołczewska   

„Kto, jak nie ja?” Katarzyna Kołczewska

kto jak nie jaPrzy opisie na okładce książki jest napis „Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym”. Rzeczywiście, nie jest to „kolejna polska obyczajówka”, gdzie wszystko dobrze się zaczyna i jeszcze lepiej kończy. Bohaterką jest Anna, lekarka po pięćdziesiątce. Przebywa na urlopie bezpłatnym, chciałabym użyć określenia „walczy z uzależnieniem od alkoholu i leków”, ale nie walczy. Owszem, sporo pije i zażywa środki uspokajające i nasenne, ale jest pogodzona ze swoim przegranym życiem. I w tym życiu nagle pojawia się trzyletnia Ola, wnuczka siostry Anny. Nie ma nikogo, kto mógłby się Olą zająć, więc Anna zabiera ją do siebie „na chwilę”. Opieka nad dziewczynką nie jest łatwa ani przyjemna, Ola histeryzuje i ciągle pyta o mamę, a Anna marzy tylko o tym, aby wrócić do dawnego, samotnego życia.

Bardzo podoba mi się powieść Katarzyny Kołczewskiej, głównie dlatego, że nie jest przesłodzona. Anna, przyjmując Olę do swojego życia nie otwiera serca dla biednej sierotki. Jest wściekła na sytuację, robi wszystko, żeby oddać Olę jej dziadkom i nie traktuje pojawienia się dziecka w swoim świecie jako szansy na zmianę. Uważa, że tej zmiany nie potrzebuje.

„Kto, jak nie ja?” jest opowieścią o walce se sobą, ze słabościami i o tym, jak trudno jest czasem podjąć właściwą decyzję. Dla mnie największą zaletą jest to, że  jak już wspomniałam, nie jest przesłodzona. Do samego końca jest słodko-gorzka. W idealnych proporcjach.

16 listopada 2014 - Charlotte Link   

„Obserwator” Charlotte Link

obserwatorDałam szansę pani Link raz jeszcze. Ostatecznie każdy pisarz ma lepsze i gorsze książki na swoim koncie, więc warto spróbować ponownie. Okazało się, że to była słuszna decyzja :). „Obserwator” wprowadza kilka wątków naraz, które śledzi się z przyjemnością i zaciekawieniem. Do ostatnich rozdziałów trzyma w napięciu, które pojawia się już w prologu – zwłaszcza, że czytelnik cały czas zastanawia się, w jaki sposób prolog ten wiąże się z samym utworem, którego bohatera dotyczy.  Rozwiązanie akcji również należy pochwalić – są elementy zaskoczenia i raczej trudno jest od razu wszystkiego się domyślić.

Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. Nie odpuściłam sobie po „Wielbicielu” i nie żałuję.

13 listopada 2014 - Harlan Coben   

„Zachowaj spokój” Harlan Coben

zachowaj-spokójW tym przypadku Coben nie zaskakuje – jak zwykle świetna, dynamiczna akcja z zaskakującymi zwrotami. Trzy różne historie doprowadzają do tragicznych wydarzeń i okazują się być ze sobą połączone. Nastoletni Spencer popełnia samobójstwo. Jego przyjaciel Adam znika bez śladu. Jedenastoletnia dziewczynka zostaje upokorzona przy całej klasie przez nauczyciela, który nie ponosi konsekwencji. Rodzice dziesięciolatka rozpaczliwie próbują znaleźć dawcę nerki dla syna. W trakcie badań wychodzi na jaw, że ojciec nie jest biologicznym rodzicem, a matka ma do ukrycia więcej niż banalny romans czy jednorazową przygodę… Z tym wszystkim związane są zabójstwa dwóch kobiet…

Coben jak zwykle nie zawodzi czytelnika. Wręcz przeciwnie – do ostatniej strony podaje nowe, zaskakujące fakty i tropy. A i tak jeszcze nigdy nie domyśliłam się poprawnie zakończenia. Mimo, że zawsze po przeczytaniu zakończenia pojawia się myśl – to takie proste i logiczne. I chyba na tym polega wielkość Cobena.

 

11 listopada 2014 - Harlan Coben   

„Nie mów nikomu” Harlan Coben

nie-mow-nikomu-187x300Od tej powieści zaczęła się moja przygoda z Cobenem. Był rok 2009, mieszkałam wtedy z Tatą w Warszawie i nie miałam nic do czytania. Zgrałam więc od Taty audiobooka, który był uszkodzony i kilka ostatnich zdań było nagrane na samym początku  W związku z tym poznałam zakończenie gdy tylko zaczęłam słuchać  Nie zmienia to faktu, że książka jest naprawdę wybitna i zaskakująca w każdym szczególe. Fabuła nie jest szalenie wymyślna – małżeństwo, znające się od najmłodszych lat, jedzie nad jezioro. Tam mąż zostaje ogłuszony, a żona porwana. Wkrótce zostaje znalezione jej ciało. Kilka lat później mąż (David Beck) dostaje wiadomość, że jego żona żyje… Beck zaczyna rozpaczliwie szukać żony i analizując nikłe wskazówki i poszlaki, dochodzi do coraz bardziej szokujących odkryć. Jednocześnie prowadzi wyścig z czasem, ponieważ jest poszukiwany przez policję…

Książkę czyta się jednym tchem. Jest naprawdę rewelacyjna i polecam ją każdemu.  „Nie mów nikomu” poza dynamiczną akcją i skomplikowaną intrygą to także love story – historia Davida i Elizabeth jest piękną opowieścią o miłości niemal idealnej, pełnej poświęceń, o związku dwojga ludzi, którzy są dla siebie bratnimi duszami.

Oczywiście powstał film, co – jak w większości takich przypadków – nie było udanym pomysłem. Film produkcji francuskiej, z mocno okrojoną fabułą i skróconymi wątkami. Jednak osoby, które nie znają książki i obejrzały film twierdzą, że jest niezły.