14 maja 2018 - Remigiusz Mróz   

„Nieodnaleziona” Remigiusz Mróz

Kiedy Remigiusz Mróz pojawił się na rynku wydawniczym, wszyscy go czytali, wszyscy go chwalili i pożądali jego książek. Autor chyba przesadnie wziął to sobie do serca, wydając powieści co kilka miesięcy. Ponieważ nie są to proste romanse czy powiastki obyczajowe, nietrudno o pomyłki, niedociągnięcia i błędy. Tak, jak zatem początkowo był szał na Mroza, obecnie na topie jest wyszukiwanie i wytykanie mu błędów.

„Nieodnaleziona” szumnie zapowiadana jako „Pierwszy thriller psychologiczny w Polsce na miarę zagranicznych bestsellerów” opowiada historię Damiana Wernera, który został napadnięty wraz z narzeczoną, Ewą. Ewa znika bez śladu. Po dziesięciu latach zdjęcie Ewy zostaje opublikowane na Facebooku. Pojawia się tam też zdjęcie, które zrobił Werner i nikomu nie pokazywał. Za radą przyjaciela wynajmuje więc agencję detektywistyczną, aby odnaleźć dziewczynę. Właścicielką agencji jest Kasandra – żyjąca w luksusie, pozornie idealnym życiem ofiara brutalności swojego męża. Od tego momentu bohaterowie są w pewnym sensie zdani na siebie nawzajem. Do czego to doprowadzi? I gdzie jest Ewa?

Każdy miłośnik thrillerów wyczuje w „Nieodnalezionej” echa Cobena i A. B. Paris. Historia zniknięcia Ewy przypomina „Nie mów nikomu”, życie Kasandry jest podobne do „Za zamkniętymi drzwiami”.

Mróz jest mistrzem zwrotów akcji i tym razem ich nie brakuje. Jak dla mnie – o jeden za dużo. Potężny wstrząs, który w pewnym momencie przeżywa każdy czytelnik jest przemyślany i rzeczywiście niespodziewany. Kolejne – moim zdaniem naciągane. Wygląda to tak, jakby sam Mróz w pewnym momencie stracił rezon i uznał, że trzeba czytelnika zaskoczyć jeszcze bardziej, ale nie do końca przemyślał jak. Przez to pojawiają się wątpliwości i nieścisłości. Mimo, że akcja, styl i język sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem, fabuła nie jest dopracowana do perfekcji, podobnie jak zakończenie.

Podsumowując – genialny pomysł, zainspirowany wspaniałymi amerykańskimi powieściami został pogrzebany przez kolejne zwroty akcji. Czasem więcej znaczy mniej. Z pewnością wiele osób sięgnie po tę pozycję, przeczyta z przyjemnością, ale odłoży z pewnym niedosytem.