Archive from Styczeń, 2015
29 stycznia 2015 - Agnieszka Olejnik   

„Zabłądziłam” Agnieszka Olejnik

zabladzilam_okladkaPowieść o życiu nastolatków – trudna, miejscami naprawdę smutna, na opisie okładkowym określona jako „mocna”.

Narracja prowadzona jest przez szesnastoletnią Majkę, która doświadczyła w swoim młodym życiu aż nadto – samobójstwo siostry, która nie potrafiła poradzić sobie z tym, co ją spotkało, depresja matki i bezradność ojca. Majka zamyka się w sobie, z nikim nie rozmawia, nie ma żadnej bliskiej osoby, która mogłaby ją wesprzeć. Zmienia się to, gdy nawiązuje kontakt ze starszym o dwa lata Alkiem, który, jak się okazuje, ma podobne, bolesne doświadczenia za sobą…

Historia tych dwojga jest piękna i smutna zarazem – dwoje okaleczonych psychicznie nastolatków próbuje wejść w dorosłość, poukładać swoje życie. Powieść wywarła na mnie duże wrażenie. Jest naprawdę poruszająca i mogę zgodzić się z tym, co powiedział syn autorki po przeczytaniu „To nie jest powieść, to jak zeszyt, zostawiony po kimś”. Agnieszka Olejnik nie daje swoim bohaterom happy endu – w pewnym sensie zostawia im otwarte drzwi.

Jeden tylko drobiazg w tej powieści jest dla mnie nieprawdziwy. W epoce smartfonów młodzież nie słucha już Starego Dobrego Małżeństwa, a już na pewno nie szkolne „gwiazdy”.

A szkoda…

22 stycznia 2015 - Tina Seskis   

„O krok za daleko” Tina Seskis

o-krok-za-daleko-b-iext26101928Powieść opisuje Emily, żonę i matkę, która pewnego dnia pakuje się i bez słowa rzuca wszystko – dom, rodzinę i dotychczasowe życie. Pod zmienionym nazwiskiem przeprowadza się do Londynu, by zacząć od zera.

Od początku widać, że decyzja Emily jest podyktowana cierpieniem, próbą ukarania się i ucieczką przed tragedią. Jaką? Tę informację autorka trzyma w tajemnicy niemal do końca. Niezwykle zręcznie wprowadza czytelnika w błąd, który dostrzec można dopiero pod koniec powieści. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy Emily jest przeplatana wydarzeniami z przeszłości, opisywanymi w trzeciej osobie – co wzmacnia wrażenie odcięcia bohaterki od dawnego życia. Cały czas jednak pozostaje pytanie – dlaczego?

Odpowiedź pojawia się dopiero pod koniec powieści – wtedy też następuje lawina kolejnych wydarzeń – przypomina to nieco fajerwerki. Zakończenie jest ciekawe i zaskakujące – po zamknięciu książki potrzeba trochę czasu, żeby poukładać sobie całość. Mam jednak wrażenie, że końcowe wydarzenia dzieją się zbyt szybko.

Klasyfikacja – sensacja. Opis okładkowy – thriller psychologiczny. Jak dla mnie – powieść psychologiczna. Wątki sensacyjne pojawiają się w śladowych ilościach. Nie rozumiem tylko listy „Pytań do dyskusji”, zamieszczonych na samym końcu. Pytania są natrętnie moralizatorskie, a jednocześnie infantylne (np. „Co sądzisz o postawie Emily?”, „Co sądzisz o motywacjach, którymi kieruje się Angel?”). Nie polecam czytania ich. Nie warto. Powieść natomiast jak najbardziej zasługuje na uwagę.

22 stycznia 2015 - Harlan Coben   

„Tęsknię za Tobą” Harlan Coben

tesknie-za-toba-b-iext26969553Recenzja pani Ewy Tenderendy-Ożóg, zamieszczona w Angorze (nr 1/2015):

„Sądząc po Tęsknię za Tobą Harlan Coben niebezpiecznie zbliża się do granicy pisarskiego idiotyzmu. Wplątuje swoich bohaterów, nie wiadomo po co, w transseksualizm i homoseksualizm – bez sensu i bez wdzięku. Za to ze śmiertelną powagą, każąc te brednie traktować serio. I o tym facecie poważni, jak się zdawało, ludzie wypisywali androny, że to numer jeden współczesnego thrillera!”

Recenzję przeczytałam, nie znając treści książki, więc nie mogłam się w żaden sposób do niej ustosunkować, aczkolwiek obrażanie mojego ulubionego autora zdenerwowało mnie i tak. Teraz, po lekturze, mogę dodać –bezpodstawne obrażanie.

Nie wiem, kogo autorka recenzji uważa za numer jeden współczesnego thrillera, ale chętnie bym się dowiedziała.

Bohaterowie są wplątani w homoseksualizm i transseksualizm, ale na tym wątku opiera się intryga (nie zagłębiam się w temat, żeby uniknąć spojlerów). Główną bohaterką jest Kat Donovan, która po osiemnastu latach po śmierci ojca – policjanta, ma powody sądzić, że osoba skazana za jego zabójstwo nie popełniła go. Rozpoczyna więc śledztwo na własną rękę. Drugim wątkiem jest zaginięcie kobiety, która rzekomo wyjechała z poznanym na portalu randkowym mężczyzną. Okazuje się, że mężczyzna ten to były narzeczony Kat, który odszedł od niej kilkanaście lat wcześniej.

Akcja toczy się dynamicznie, jak zwykle u Cobena, pojawiają się co chwila nowe wątki, fałszywe tropy. Zakończenie jest jak zawsze zaskakujące, choć tym razem częściowo domyśliłam się rozwiązania zagadki – co nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

Minusem jest postać Kat Donovan. Po raz pierwszy u Cobena główna bohaterka to kobieta i jak dla mnie jest nieco bezbarwna, pozbawiona indywidualizmu i emocji. Po fantastycznej kreacji Myrona, Wina i Esperanzy ciężko jest przestawić się na innych, mniej barwnych bohaterów.

Gorszy też jest język powieści. Wcześniejsze ksiązki Cobena skrzą się dowcipem, język jest żywy, zabawny, również dzięki postaci Myrona – mistrza ciętej riposty. „Tęsknię za Tobą” jest stonowana, poważniejsza.

Mimo wszystko czyta się bardzo dobrze i uważam, że nie należy spychać Cobena z pierwszego miejsca wśród pisarzy kryminałów i thrillerów. Zasłużył na nie.

15 stycznia 2015 - Katarzyna Misiołek   

„Niekochana” Katarzyna Misiołek

niekochana-b-iext27199629Po książkę Katarzyny Misiołek sięgnęłam zaciekawiona fragmentem opisu na okładce. Powieść przedstawia historię młodej kobiety, która nagle odkrywa, jak niewiele łączy ją z mężem. Mimo, że są dopiero kilka lat po ślubie, nie mają problemów finansowych, zdrowotnych czy zawodowych (Igor pracuje w korporacji, Agnieszka jest tłumaczką), ich wspólne życie jest dalekie od ideału. Igor lekceważy żonę, nie odzywa się do niej, nie reaguje na jej starania. Ona – niczym niewolnica – stara się spełnić każdą jego zachciankę, byle tylko dostać w zamian trochę czułości.

Kiedy Agnieszka odkrywa, że mąż ją zdradza odchodzi, ale po chwili wraca. Uświadamia sobie bowiem, że nigdy nie żyła w pełni samodzielnie, zawsze była „pod opieką” mężczyzny. Historia nabiera tempa, gdy Agnieszka przypadkiem odkrywa upodobania Igora (i zarazem mroczną stronę jego natury…) i staje przed dylematem: czy jest gotowa zgodzić się na coś, co zupełnie jej nie odpowiada?

Staram się nie zdradzić wszystkich szczegółów, bo książka jest godna uwagi, przyjemnie się ją czyta. ciekawe są też postaci przyjaciółek Agnieszki – bardzo prawdziwe, zmagające się  z problemami współczesnych żon i matek.

Jedyne, co mnie rozczarowało, to zakończenie. Typowe, banalne i przewidywalne. Czy naprawdę każda polska powieść „kobieca” musi się kończyć znalezieniem faceta? Czy to jedyny możliwy happy end?

11 stycznia 2015 - Agatha Christie   

„Inicjały zbrodni” Susan Hannah

Christie_Inicjaly zbrodni_mPierwszą powieść Agathy Christie przeczytałam w wieku 13 lat, podobnie jak Sophie Hannah, jednak nie sprawiło to, że postanowiłam poświęcić swoje życie pisaniu kryminałów. Znam swoje możliwości.

Książka zapowiada się obiecująco, skoro „wybrali ją spadkobiercy Agathy Christie”. Nie wiem, co nimi kierowało.

Akcja powieści toczy się w Londynie, w latach ’20. Herkules Poirot pomaga swojemu przyjacielowi, inspektorowi Catchpoolowi – śledztwo dotyczy potrójnego zabójstwa w hotelu. Ofiary zostały ułożone w identyczny sposób, a w ich ustach znajdowały się spinki do mankietów z inicjałami…

Sam pomysł jest ciekawy i nawiązuje do zagadek, tworzonych przez Agathę Christie. Niestety, akcja nie jest porywająca (czytałam książkę prawie miesiąc i oderwanie się od niej nie sprawiało mi trudności), ale dla mnie przede wszystkim istotny jest motyw – postaci tworzone przez Agathę Christie kierowały się najbardziej znanymi ludzkimi namiętnościami – miłością, żądzą władzy, zemsty lub pieniędzy. Tu motyw zbrodni jest mało prawdopodobny. To psuje efekt.

Po przeczytaniu kryminału Agathy czytelnik stwierdza „to było takie proste!” i wszystko układa się w logiczną całość (nie bez powodu Poirot wielokrotnie porównuje zagadkę do układanki). „Inicjały zbrodni” nie mają zaskakującego zakończenia – wydaje się być ono, podobnie jak motyw, naciągane, a elementy zagadki nie układają się w spójną całość. Hannah, wzorem Agathy snuje wiele wątków, które mają zmylić czytelnika, jednak są niedopracowane i niepotrzebne.

Trzeba przyznać, że Hannah tworzy całą galerię ciekawych postaci – Catchpool przypomina Hastingsa, kiedy próbuje bezskutecznie nadążyć za umysłem Poirota, a lady Wallace jest typową angielską damą, jakich w powieściach Agathy jest wiele. Sam Poirot jest dość podobny do oryginału, lecz niestety niedopracowana intryga nie pozwala w pełni rozwinąć jego możliwości.

Powieść mnie nie zachwyciła. I nie winię za to Sophie Hannah, ponieważ jej kryminał jest do przyjęcia, jednak nie pod taką rekomendacją. Próby dorównania Agacie Christie są jak próby dogonienia Lamborghini na rowerze. Każdy, kto się tego podejmie, jest skazany na niepowodzenie. Z jednego Agatha na pewno nie byłaby zadowolona – nigdy nie lubiła Poirota i nie chciałaby, żeby znów był bohaterem książek.

 

A na zakończenie mój Top 10 Agathy Christie:

1. „I nie było już nikogo” (wydane również pt. „Dziesięciu murzynków”)

2. „Morderstwo w Orient Expressie”

3. „Dom przestępców”

4. „Morderstwo to nic trudnego”

5. „Noc i ciemność”

6. „Morderstwo odbędzie się…”

7. „Zabójstwo Rogera Ackroyda”

8. „Śmierć na Nilu” (polecam także film z Davidem Suchetem)

9. „Niedziela na wsi”

10. „Zwierciadło pęka w odłamków stos”.

 

6 stycznia 2015 - Monika Szwaja   

„Zupa z ryby fugu” Monika Szwaja

zupa z ryby fuguOdkąd czytam Szwaję, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pisze „ku pokrzepieniu serc”. Większość jej powieści jest o zwykłych kobietach i ich codziennych problemach, a zakończeniem jest spotkanie faceta marzeń… Oczywiście książki Szwai czyta się naprawdę dobrze, ponieważ autorka ma świetny styl, lekkie pióro i cięty język, jednakże są dla mnie nieco naiwne, jeśli chodzi o fabułę. Dlatego ciekawą odmianą była właśnie „Zupa z ryby fugu”.

Powieść porusza trudny temat, o którym już wspominałam przy okazji „Drogiego maleństwa” – macierzyństwo zastępcze. Oto mamy parę młodych, zdolnych architektów, którzy marzą o dziecku, jednak na drodze staje im natura, oraz młodą, ambitną dziewczynę, która marzy o studiach i wyprowadzce z domu – jej na drodze stoi apodyktyczny ojciec, który inaczej zaplanował przyszłość córki. Szwaja wprowadza  czarny charakter w postaci Elizy Trumbiak, która staje się spiritus movens wydarzeń – przekonuje zdesperowaną i załamaną kolejnymi nieudanymi próbami zajścia w ciążę Anitę, że wynajęcie brzucha to nic złego, a studentkę Mirandę namawia na „łatwe” pieniądze, które umożliwią jej ukończenie studiów. I w ten sposób Miranda staje się matką zastępczą (nie znoszę określenia „surogatka”) upragnionego dziecka Anity i Cypriana. Dodatkowo napięcia dodaje fakt, że chłopak Mirandy jest jednocześnie bratem Anity…

Problem, który porusza Monika Szwaja w swojej powieści nie jest natury etycznej – nie ocenia bohaterów i ich decyzji, unika moralizatorstwa i osądów. Pokazuje natomiast jak łatwo stracić kontrolę nad swoimi emocjami, gdy w życiu pojawia się dziecko, i że nie da się w prosty sposób przyjąć, że „to dziecko z biologicznego punktu widzenia nie jest moje”.

Powieść trzyma w napięciu do samego końca, zakończenie zaś jest nietypowe (w porównaniu do innych powieści autorki) – bo nie do końca szczęśliwe. No cóż, w tym temacie nie ma idealnych rozwiązań i łatwych odpowiedzi.